Od paru dni Googlebombing nie jest już możliwy. Warto poświęcić tej informacji trochę czasu, bo ciągnie za sobą ciekawe konsekwencje.
Co to jest Googlebombing (linkbombing)?
Jest to pozycjonowanie jakiejś strony na hasło nie związane z jej tematyką. Google zrewolucjonizowało internet poprzez stosowanie linków przychodzących a nie treści na stronie jako wyznacznik wagi strony w internecie. Umotywowane to było faktem, że webmaster mógł łatwo manipulować treścią na swojej stronie, dlatego przeniesiono ciężar oceny jej jakości na linki przychodzące. To inni internauci umieszczając odnośniki na swoich stronach wyznaczali wartościowe strony. Co więcej, w zależności od tego jakiego słowa używali, to pod takim właśnie strona pojawiała się w wynikach. Więc jeśli ktoś posiadał stronę o Gwiezdnych Wojnach ludzie linkowali go jako “Gwiezdne Wojny by Jurek”.
Googlebombing było wykorzystaniem tego systemu przez szeroką społeczność internautów. Wybierano wspólny cel i zachęcano ludzi, by na swoich strona umieszczali link do strony pod jakimś zaskakującym hasłem. Fraza ta nie mogła być zbyt popularna, gdyż nie wygrała by ze stronami poświęconymi tej tematyce (ze względu na dużą liczbę naturalnych linków oraz pozycjonowaną frazę w treści, co oczywiście pomaga).
Można by powiedzieć, że Googlebombing było świadectwem, że Google jednak nie manipuluje ręcznie wynikami swojej wyszukiwarki - proceder trwał od ok. 2004-05, a na stronie z wynikami była umieszczona jedynie płatna reklama odnosząca do wyjaśnień czemu otrzymano taki wynik. Najpopularniejszą frazą było miserable failure (totalna, żałosna porażka) które na pierwszej pozycji umieszczało stronę prezydenta USA - G.W.Busha. Warto dodać, że republikńska część pozycjonerów szybko się odwdzięczyła i następne pozycję zajęli kolejno Michale Moore oraz Jimmy Carter.
Polskie odpowiedniki to głownie kretyn i ptasia grypa. Oba hasła nie zwracają stron polityków w pierwszej dziesiątce.
Czemu trwało to tak długo?
Googlebombing opierał się na fundamentalnej zasadzie: głos internauty mówi o czym jest ta strona. Jeśli milion storn utrzymywało, że to witryna o porażce, to tak musi być. Sam fakt, że Google rozgryzał ten problem ponad dwa lata świadczy, że trzeba było dokonać pewnych istotnych zmian. Należy pamiętać, że praca przy algorytmie jest bardzo niebezpieczna - lekka modyfikacja pewnej wartości może dokonać ogromnych przetasowań w wynikach. Plusem jest fakt, że znalezienie recepty poprawia wszystkie wyniki, więc i te w innych językach. Mówi się, że większość bombo nie działa - przykładem jednej, która się zachowało jest french military victories. Nie linkuje, by nie psuć zabawy - wklejcie frazę do wyszukiwarki i wciśnijcie “Szczęśliwy traf”. Zwracam jednak uwagę, że na tej stronie pojawia się problematyczna fraza i to w tytule, nie jest to więc najlepszy przykład bombingu. Sam Matt Cutts w jednym z komentarzy definiuje bombing jako pozycjonowanie strony która wcale tego nie chce (nie zawiera takiej treści).
Pojawia się pytanie, czy Google nie usuną ręcznie wybranych wyników, gdy stwierdził, że jest bezsilny. Można mówić różne rzeczy o Mattcie Cuttsie i polityce najpopularniejszej wyszukiwarki, ale nie to, że są głupcami. Modyfikowanie setek przypadków w dziesiątkach języków byłoby kłopotliwe nawet dla firmy z Mountain View. Koniec końców zaraz setki pozycjonerów zapragnie sprawdzić, czy jest to manipulacja czy faktyczna zmiana i rozpocznie się szereg nowych akcji.
Trzeba dodać, że nie jest konieczne niewyobrażalne zaplecze do sprawdzenia tego - czasami już parę linków wystarczy. Google nie zdołałby monitorować kontrakcji internautów. Dlatego osobiście wierzę, że jest to zmiana jakościowa.
Co zmieniono?
Gdy pierwszy raz zobaczyłem nagłówek na moim ulubinym netvibes‘ie pomyślałem: “pewnie dodali regułę, która znacznie utrudnia pozycjonowanie stron na frazy które nie zawierają się w treści”. Wydawało mi się to najprostszym rozwiązaniem. Jednak prawdopodobnie z przyczyny którą opisałem wyżej było to niewykonalne. Przypuszczalnie zawarcie owej reguły siałoby spustoszenie w niewinnych wynikach.
To, że jest to zmiana algorytmu może świadczyć zrobiony dziś zrzut ekranu (kliknij by powiększyć). Szukałem słowa failure, zostały zwrócone wyniki dodatkowe z polskich odpowiedników - ptasia grypa z “Zobacz również: kretyn“. Słowa te oczywiście nie mają żadnego semantycznego związku poza tym, że dotyczą polityków oraz, że są przejawem linkbombingu.
Mądrzejsi ode mnie najczęściej piszą o Phrase-based indexing in an information retrieval system. Jest to patent Googla z roku 2004 o indeksowaniu na podstawie fraz w systemach wyszukiwawczych. Trzeba wiedzieć, że Google zgłasza bardzo wiele pomysłów do urzędu patentowego - nigdy nie wiadomo w jakim stopniu i czy w ogóle z nich korzysta. Idea polega na zastosowaniu zaindeksowanych fraz pochodnych podczas sprawdzania strony linkowanej, czy - jak to określił Matt - ona chce tego. Jeżeli na podstawie tak skonstruowanego indeksu nie zostaną znalezione żadne frazy pochodne, algorytm zakłada, że strona jest ofiarą ataku i np. nie zlicza linków z tym tekstem pozycjonującym. Teza została przedstawiona przez Billa Slawskiego (któego blog polecam - zbiera on i śledzi patenty dokonywane przez Google). Cutts w odpowiedzi na niej stwierdził tylko, że jest to ciekawa koncepcja, ale nie może ani zaprzeczyć ani potwierdzić jej.
Trzecia popularna wersja rozpisuje taką wersjie algorytmu:
- jeśli jest dużo linków (bomba),
- (bomba) nie występuje w treści strony,
- jest bardzo mało innych linków niż (bomba),
- zignoruj wszystkie linki (bomba);
Gdzie w punkcie 3 można zastosować pochodne linki przychodzące rozpoznane dzięki patentowi opisanemu wcześniej.
Implikacje
Jakie będą zmiany dla zwykłych pozycjonerów - pracownicy Google utrzymują, że żadne. Podkreślają, że zmiana to efekt lepszego rozpoznawania linków. Wygląda na to, że jest to mały krok w stronę optymalizacji treści strony. W internecie zostały wszystkie bomby które nie “kradły” strony. Jest to nowa sytuacja w teorii pozycjonowania. Nie wiemy, czy waga treści na stronie nie została lekko zwiększona. Już przy wynikach uzupełniających pisało się, że warto zadbać o dobrą gęstość słów kluczowych a nawet o wartościowe meta tagi (sic!).
Biorąc uwagę na wyszukiwarki semantyczne, które gdzieś tam w oddali czekają na nas, zwrócenie się w stronę treści jest wskazane. Oczywiście - pozycjonując swoje strony nie musimy sobie zaprzątać tym głowy, ale warto o tym nie zapominać, by pewnego dnia nie obudzić się z ręką w nocniku.
Ostatecznie wartością jest treść. Przygoda wyszukiwania informacji zaczęła się od jej badania. Ludzie jednak skutecznie nauczyli się oszukiwać proste algorytmy. Potem zwrócono się do społeczności internetowej - vox populi internetu decydował o tym co dobre co złe. Wiemy, że i ta metoda zawodzi. Czy teraz wyszukiwarki zrezygnują z pytania nas o zdanie? Czy za parę lat same nie zaczną oceniać stworzonej przez nas treści - niemal pozbawiając nas wpływu na pozycje strony? To oczywiście fikcja naukowa, ale w dzisiejszych czasach jutrzejsza fikcja nieraz okazuję się wczorajszym faktem.
Powiązane tematy: Przyszłość SEO cz. 1 oraz Przyszłość SEO cz. 2. Warto rzucić okiem na Social Searching vs. Seo oraz ewentualnie Google personalizuje wyświetlanie reklam. We wszystkich tych wpisach wspominam o przyszłości branży SEO.
![[feed]](feed.png)


