CERT.pl
CHIP.pl
CHIP.pl (news)
DobreProgramy.pl
Dziennik Internautów
Hacking.pl
IDG.pl
IDG.pl (news)
JabberPL.org
LinuxNews.pl
Wykop.pl
(Google) Polski Blog
(Googler) Marcin Sochacki
Bartłomiej Dymecki
Bluerank
Einer
Gcity.pl
Jerzy Dąbrówka
Kamil Pociask
Ludwik C. Siadlak
Lukasz Horodecki
Mariusz Styczeń
Michał Spadliński
Mój GMail
Narzekasz.pl
Normanos
Piotr Konieczny
Roch Kudła
Tomasz Gawęda
Tomasz Topa
Tomasz WieczorekWszelkie skargi, wnioski oraz zażalenia należy kierować do Piotra Konieczny, który niczym Mały Książe włada tą planetą :-)
Znasz kogoś kto często pisze o Google? Daj znać!
Planeta Google NIE JEST oficjalnym serwisem Google Inc.
Monika Tomkiewicz o 6:01 :: 26 marzec 2007 w kategorii Aktualności IDG.pl
Zajrzawszy przypadkowo na deviantART trafiłem na tapetę, przez którą zmarnowałem większość dzisiejszego dnia. Gdy tylko zobaczyłem wąsatą twarz Mario przypomniały mi się długie godziny spędzone przy Nintendo mojego kuzyna, gdzie męczyliśmy najpierw pierwszą, a potem drugą część Super Mario Bros.
Oczywiście wrzuciłem sobie tę tapetę na pulpit (polecam - świetnie wygląda), ale to tylko zaostrzyło mój apetyt. Popytałem chłopaków na linux@chat.chrome.pl, poszukałem w google i w repozytorium pakietów Mandrivy, po czym zdecydowałem się na ZSNES, emulator Super Nintendo dostępny w wersjach dla Linuksa, Windows i DOS.
Od dobrej duszy na MUC-u dostałem tip do googlnięcia - emu russia. To wystarczyło bym chwilę później miał na dysku rom “Super Mario All-Stars + Super Mario World”, czyli wszystko czego potrzeba do szczęścia mario-maniakowi.
Okazało się, że ZSNES działa out-of-the-box, bez żadnych kombinacji, a obsługuje się go przez wygodne menu i okna z opcjami (bałem się grzebania w plikach i cudowania na wzór Wine). Właściwie musiałem tylko zmienić rozdzielczość i załadować rom. Większy problem miałem z wyborem tego, w co chcę najpierw zagrać.
Największym sentymentem darzę pierwszą część, więc po nią sięgnąłem jako pierwszą.

Okazało się, że prawie wszystko pamiętam (nawet niektóre skróty i ukryte życia!) i wystarczyło trochę grania by wróciła pamięć w palcach. Chwilę później byłem już w piątym świecie.

Tyle lat upłynęło a człowiek dalej pamięta takie duperele. Niesamowite!
Skoro tak dobrze mi szło, postanowiłem zostawić na chwilę jedynkę i zabrałem się za trójkę (pomijając “Super Mario Bros. The Lost Levels” i ”Super Mario Bros. 2″).

Tu już nie było tak różowo - gra jest zdecydowanie trudniejsza i nie szło mi tak dobrze. Zaliczyłem sporo zgonów zanim się rozegrałem.

Po długich bojach dotarłem do bossa na końcu pierwszego świata, ale w walce z nim moje stare, zesztywniałe palce się nie wyrabiają. Nie myślcie jednak, że się poddam! Kończę tę notkę i wracam do walki - czeka na mnie pięć gier z wąsatym hydraulikiem w roli głównej! Coś mi mówi, że za szybko się dzisiaj nie położę… :)
Łukasz Horodecki o 22:37 :: 24 marzec 2007 w kategorii Rozrywka
Wanda Żółcińska o 15:43 :: 23 marzec 2007 w kategorii Aktualności IDG.pl
Tomasz Topa o 23:20 :: 22 marzec 2007 w kategorii feedburner
Jakiś czas temu Wojtek Kyciak, specjalista e-commerce (przy okazji polecam świetną książkę Wojtka o sklepach internetowych) poprosił mnie, abym napisał kilka zdań, co sądze o pozycjonowaniu szerokim - zwłaszcza w sklepach internetowych. Ponieważ jestem w 100% zwolennikiem pozycjonowania szerokiego, więc z chęcią napisałem coś niecoś ![]()
Całość można przeczytać tutaj, ale tu na blogu również publikuje:
Pozycjonowanie szerokie - długi ogon kluczem do sukcesu w e-commerce
To, że pozycjonowanie jest jedną z najlepszych metod reklamy (według mnie najlepszą, a na pewno najefektywniejszą) wiadomo nie od dzisiaj. Jednak pozycjonowanie pozycjonowaniu nierówne. Sami pozycjonerzy, pracujący na zlecenie najchętniej ustalają ilość fraz, którymi się zajmują i według wyników na tę określoną ilość fraz są rozliczani, niechętnie podejmując się pozycjonowania szerokiego.
Wcale się nie dziwię - taka forma współpracy jest najwygodniejsza. Mam dziesięć fraz, wrzucam je przykładowo w umówiony TOP5, inkasuję ustaloną stawkę i sprawa zamknięta. Jednak, czy takie rozwiązanie jest najbardziej korzystne dla sklepu internetowego? Według mnie zdecydowanie nie! Dla sklepu z szerokim asortymentem, to pozycjonowanie szerokie i tzw. długi ogon jest kluczem do sukcesu i realnym podwyższeniem konwersji i sprzedaży.
Jeżeli ktoś się nie spotkał z pojęciem “pozycjonowanie szerokie”, to w skrócie polega to na pozycjonowaniu serwisu na dużą ilość (nie mówimy tutaj o liczbie 10 czy 30), niekoniecznie konkurencyjnych fraz. Słowa te, mimo iż mało popularne, to już zebrane razem kierują całkiem duży ruch do danego serwisu/sklepu.
Dlaczego pozycjonowanie szerokie jest tak dobre? Powodów jest kilka. Ja wymienię dwa kluczowe:
1) Większa konwersja.
Koniec końców to konwersja jest najważniejsza i wszelkie działania marketingowe powinny opierać się na jej maksymalnym zwiększaniu. Badania wielokrotnie pokazywały (a moje doświadczenie jak najbardziej to potwierdza), że pozycjonowanie szerokie, zwiększa konwersje. Jak wiadomo traffic trafficowi nierówny.
Niszowe frazy, to często frazy oddające dokładną nazwę produktu, np. “Canon 1200 USM L”. Co by nie mówić internauta, potencjalny klient, wpisujący taką frazę w wyszukiwarkę jest bardziej zainteresowany kupnem danego modelu (jak już go znajdzie), niż osoba wpisująca frazę “Aparaty cyfrowe”.
2) Dywersyfikacja odwiedzalności.
Wbrew pozorom bardzo ważna sprawa. Pozycjonowanie to w pewnym sensie balans na krawędzi. Nikt nie jest w stanie zagwarantować pozycji i choćby nie wiem jak ostrożny i doświadczony pozycjoner, to różne filtry i naturalne spadki pozycji są czymś normalnym (niestety nie zawsze klienci potrafią to zrozumieć). Natomiast przy pozycjonowaniu szerokim sytuacja jest lepsza. Nawet spadek kilku fraz o kilka pozycji nie będzie tak mocno odczuwalny i bolesny jak spadek połowy (przykładowo 5) bardzo popularnych fraz. Byłem już świadkiem przypadków, kiedy ruch kilku tysięcy unikalnych odwiedzin dziennie oparty był na kilku popularnych frazach, a gdy frazy te spadły z dobrych pozycji właścicielom takich serwisów pozostawał już tylko płacz.
Powodów wymienić można jeszcze kilka, chociażby zwiększenie świadomości marki poprzez odnajdywanie danego sklepu na dużą liczbę fraz związanych z daną branżą (elementy brandingu) itd.
Czasami spotykałem się z opiniami, że nie da się uzyskać dużej odwiedzalności nie pozycjonując popularnych fraz. Twierdzenie to, poza kilkoma skrajnymi przypadkami, jest błędne. Wszystko uzależnione jest od ilości podstron. Co prawda można generować sztucznie zawartość serwisu i sztucznie przez to zwiększać wejścia, ale jak asortyment będzie mały to konwersja i tak będzie niska, a zatem nie ma to większego sensu.Jeżeli natomiast sklep ma już średniej wielkości zaopatrzenie, przykładowo księgarnia internetowa 30 000 pozycji książek, to już z konwersyjnym pozycjonowaniem szerokim nie powinno być problemu.
Dlaczego sklepy rzadko pozycjonują się szeroko? Powodów jest kilka. Pierwszym z nich są już wcześniej wspomniani pozycjonerzy i firmy zajmujące się SEO. Nie bez winy są jednak również sami zleceniodawcy. Ale od początku…
1) Pozycjonowanie szerokie nie jest łatwe. To nie jest wrzucenie kilku fraz do pierwszej dziesiątki wyników, pozycjonowanie szerokie to szereg procesów dążących do tego, aby strona była lepiej indeksowana i wyżej wyświetlana dla dużej ilości zapytań. Tutaj budowanie samego LinkPopularity dla strony głównej, ewentualnie dwóch, trzech podstron, nie wystarczy. Sam serwis musi być dobrze zbudowany jeżeli chodzi o linki wewnętrzne i treść. Linkowanie z zewnątrz też jest utrudnione i pracochłonne. Dlatego łatwiej jest pozycjonować kilka fraz, niż kilkaset.
2) Pozycjonowanie szerokie jest czasochłonne. O ile można mówić w ogóle, że pozycjonowanie nie jest czasochłonne, to już w przypadku długiego ogona jest to naprawdę proces długi. Rok czasu to wcale nie przesadzony okres…
3) Pozycjonowanie szerokie nie jest tanie, jest natomiast trudne w weryfikacji. Owszem istnieją wyjątki, ale zazwyczaj - zwłaszcza przez pierwszy okres - płacimy praktycznie za mało zauważalne wyniki. Potem się zwraca, ale nie każdy zleceniodawca dotrwa do tego czasu, tylko wcześniej zrywa umowę za “zbyt słabe efekty”. Trudniej też rozliczać się. Przy konkretnych frazach, są jakieś ramowe cenniki, łatwo pozycjonerowi podać konkretną cenę, natomiast dla pozycjonowania szerokiego jest to znacznie trudniejsze. Dodatkowo zleceniodawca może podejrzewać, że przepłaca (zazwyczaj w początkowej fazie współpracy nakłady na pozycjonowanie szerokie będą wyższe od sprzedaży wygenerowanej przez te działania).
Podsumowując, skuteczne działania pozycjonowania szerokiego wymagają zaangażowania i zaufania zarówno ze strony zleceniodawcy - właściciela sklepu, jak i zleceniobiorcy - pozycjonera freelancera lub firmy pozycjonującej.
Ten pierwszy musi mieć zaufanie do pozycjonera, bo wiadomo, że zwłaszcza na początku są obawy, że wyrzucamy pieniądze w błoto. Zaufanie najłatwiej stracić, gdy coś nie gra. Niestety pozycjonerzy nie mają podpisanych umów z wyszukiwarkami i spadki pozycji i inne dziwne zawirowania w wynikach to normalne sprawy. A kiedy następuje Google Update, czyli drobne poprawki w algorytmie wyszukiwawczym to już nie ma siły - wiele może się zdarzyć. Do tego najlepiej, żeby zleceniodawca nie ingerował w pracę fachowca - skoro coś zleca, to znaczy zazwyczaj, że sam tego nie potrafi wykonać, bądź nie ma na to czasu, więc wszelkie rozmowy typu “dlaczego pozycjoner zrobił tak, a nie inaczej i że on to by zrobił w ten sposób, a w ogóle szwagier to mu powiedział, że najważniejszy w SEO to jest PageRank i dlaczego jego PageRank jest nadal zero?” nie mają sensu. Uwierzcie, to nie historyjka, tacy ludzie się zdarzają - krew zalewa.
Jeśli chodzi o pozycjonera, to po pierwsze, musi chcieć daną czynność wykonać. Niestety, ale muszę powiedzieć, że zdarzają się ludzie (wiele razy byłem świadkiem takich przypadków), którzy po podpisaniu umowy i kilkugodzinnej - kilkudniowej pracy myśleli, że ich robota jest już zrobiona i oczekiwali już tylko co miesiąc ustalonej kwoty. Z takim pozycjonerem daleko nie zajdziemy. Pozycjoner musi sobie zdawać sprawę z tego, w jaki proces się angażuje i wytłumaczyć zleceniodawcy wszelkie męczące go aspekty pracy i działania. Pozycjoner musi też być odpowiedzialny. Różne zawirowania, a nawet drobne filtry w wyszukiwarkach są, jak już wspomniałem, normalnością, ale jak już coś się dzieje nie po naszej myśli, to nie zostawiamy klienta na lodzie, tylko działamy tak, żeby jak najszybciej wrócić na poprzednie pozycje.
Wracając do głównego wątku. Czy pozycjonowanie szerokie jest naprawdę tak dobre? Według mnie tak. Dodatkowo nikt nie powiedział, że pozycjonując dany sklep szeroko, nie możemy się również nastawiać na trudne frazy, a działanie takie (pozycjonowanie szerokie plus pozycjonowanie konkurencyjnych fraz) wydaje się być najskuteczniejszą strategią.
Tomek Wieczorek o 1:07 :: 22 marzec 2007 w kategorii E-commerce
Jeżeli komuś znudził się dotychczasowy wygląd Spersonalizowanej Strony Domowej Google może wreszcie sobie go zmienić, korzystając z jednej z sześciu nowych skórek:
Beach
Bus Stop
City Scape
Sweet Dreams
Tea House
Seasonal Scape
Jak to wygląda w praktyce? O tak:

To nie koniec bajerów - podobno skórka ma się zmieniać razem z porą dnia, dlatego przy wybieraniu podaje się swoją lokalizację. Poczekamy, zobaczymy. Nie zdziwiłbym się, gdyby działało to tylko w USA.
Wygląda to sympatycznie, ale czy sprawdzi się w codziennym używaniu? Sam jestem ciekaw czy niedługo nie będę uciekał do klasycznego wyglądu, bo ten doprowadzi mnie do szału :)
Update: Działa! Lisek skończył pranie i teraz pije herbatę w domku po drugiej stronie jeziora :)
Właśnie ustawiłem sobie skórkę na Personalized Google Home Page (z marszu działa pod Operą).

Po wybraniu theme, Google "wyłudził" ;-) mój kod pocztowy, kusząc mnie informacją o tym, że jak go podam, to obrazek na przystosuje się do mojej lokalizacji i warunków pogodowych. No to podałem (chyba jestem podatny na social engineering) i teraz moja GPHP wygląda tak: 
Ale mimo, że skórka nazwa się Bus Stop, to żadnego busa tam nie widzę... zastanawiam się, czy kiedyś przyjedzie? W końcu MMaj pisze, że te obrazki mają (mieć) niespodzianki i się fajnie zmieniają.
Coś mi mówi, że ten autobus kiedyś przyjedzie... To co, polujecie ze mną na czerwonego double deckera? Chociaż w przypadku większości Czytelników tego bloga, to raczej powinien być przegubowy Jelcz/Ikarus albo nowy
Solaris :P
2007 (tygodniami): 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 |